Relacje

RELACJA Z ZAWODÓW OBEDIENCE DŁUGA KOŚCIELNA 24.11.2013
Koniec jesieni okazał się dla Dorplantowych owczareczków bardzo pracowity. Efekty naszych treningów miałyśmy okazję sprawdzić na Pucharowych Zawodach Obedience w Długiej Kościelnej sędziowanych przez pana Janusza Słoniewicza. W związku z tym, 24 listopada, w niedzielę, jeszcze przed świtem, wyruszyłyśmy w drogę. Wystąpiłyśmy w następującym składzie: Dorota z Arsą w klasie 3, ja z Pumą w klasie 1 oraz Patrycja z Torą w klasie 0. Wyniki naszych występów okazały się zaskakująco satysfakcjonujące, co postaram się dokładniej przybliżyć poniżej.

Zawody rozpoczęły się od występów zawodniczek w klasie najwyższej, tak jak to zostało zaplanowane. Dorota z Arsą wystartowały jako szósty i ostatni zespół w kolejności spośród wszystkich zgłoszonych. Psimi konkurentami owczareczki był Golden Retriever, trzy suczki rasy Border Collie oraz Biały Owczarek Szwajcarski. Trudne warunki pogodowe dały wszystkim zawodnikom w kość, na szczęście Arsie nieustająca mżawka nie przeszkodziła w wystąpieniu w wielkim stylu. Okazało się, że dwa ćwiczenia, których przewodniczka obawiała się najbardziej, czyli zmiany pozycji w miejscu oraz aport kierunkowy, suczka wykonała bezbłędnie. Pracowała radośnie i z pełnym zaangażowaniem, dzięki czemu godnie zakończyła swoją karierę sportową plasując się na drugim miejscu, z oceną doskonałą.

Po występach klasy trzeciej, przyszedł czas na starty klasy drugiej, w której pokazały się trzy zespoły. Oczekiwanie na rozpoczęcie treningów dla klasy pierwszej okazało się najbardziej stresujące i męczące. Gdy nareszcie przyszła pora na występ mój i mojej suki, napięcie i stres zamiast ustąpić miejsca skupieniu i organizacji zaczęły potęgować. Był to nasz debiut w tej klasie tak więc fakt iż nie czułam się na ringu do końca pewnie powinien mnie odrobinę usprawiedliwiać. Gdyby nie rzeczowe i niesamowicie kojące podejście pani komisarz, zapewne nerwy zjadłyby mnie do reszty. Pomimo, że nasz występ z perspektywy ogólnej nie był dla mnie do końca satysfakcjonujący muszę przyznać, że suka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Wysyłanie do kwadratu, które od początku było wielką niewiadomą wypadło o wiele lepiej niż to przewidywałam w swoim najczarniejszym scenariuszu. Moim błędem było wydanie komendy w momencie, w którym Puma zainteresowała się znacznikiem znajdującym się po naszej lewej stronie, a więc na hasło ‘kwadrat’ pobiegła w jego kierunku (jako ciekawostkę dodam, że eksterierka nigdy przedtem nie robiła wysyłania do pachołka). Na szczęście po wydaniu drugiej komendy i chwili zawahania, w końcu pobiegła w odpowiednim kierunku, zatrzymała się i zawarowała w kwadracie. Zmiany pozycji w miejscu, tak jak przewidywałam przed zawodami, nie wypadły najlepiej. Niestety na kilka dni przed startem nie było już możliwości wyeliminowania przesuwania się do przodu. Natomiast to z czego jestem najbardziej zadowolona to aport, który wykonała w swoim ulubionym, zawrotnym tempie oraz pozycje w marszu, których nie pomyliła i wykonała odpowiednio do poszczególnych komend, zatrzymała się i usiadła. Ponieważ nasz występ od samego początku miał być tylko występem treningowym, sprawdzającym, to wynik końcowy okazał się ogromnym zaskoczeniem – otrzymałyśmy ocenę doskonałą i zajęłyśmy pierwsze miejsce w swojej klasie.

Kiedy nareszcie przyszła kolej na występy zawodników zgłoszonych do klasy „0” opady deszczu nasiliły się znacznie utrudniając startującym sytuację. Wtedy razem z Dorotą czekałyśmy już tylko na występ Patrycji i Tory, trzymając za nie mocno kciuki. Dobra passa nie opuściła naszego Teamu i dziewczyny wystąpiły najlepiej jak potrafiły. Tora współpracowała ze swoją przewodniczką w skupieniu, nie przejmując się zbytnio tym co działo się wokół. Dziewczyny najładniej zaprezentowały się w ćwiczeniach z chodzenia przy nodze oraz przy przywołaniu, kiedy to Tora galopowała do Patrycji w tempie, którego mógłby pozazdrościć niejeden przedstawiciel bardziej predysponowanej rasy. Swój przebieg zakończyły z oceną bardzo dobrą, lecz do doskonałej zabrakło jedynie dwóch punktów. Ku uciesze naszej trójki, sędzia docenił ogrom pracy jaki Patrycja włożyła w przygotowanie swojej suczki do startu i pochwalił ich występ.

Z zawodów wracałyśmy w dobrych humorach, dumne ze swoich owczarków, mimo, że zmokłyśmy i zmarzłyśmy. Warto było się tam zjawić nie tylko z racji sukcesów jakie odniosłyśmy ale również ze względu na świetną organizację imprezy. Dokładność w przeprowadzaniu zawodników po ringu, punktualność w rozpoczynaniu i zakańczaniu startów poszczególnych klas, miła atmosfera to tylko kilka cech, które pozwolą pozytywnie zapamiętać te zawody na długo. Ogromne podziękowania należą się sędziemu, komisarzom, organizatorom i sponsorom miłych upominków, a także tym, którzy wpadli na pomysł zaserwowania pysznej, pomidorowej zupy.

Magdalena Burska.

 

Relacja z występu na MŚ Obedience  ,

dla tych wszystkich ktorzy trzymali kciuki za mnie, lub za Arse, lub za obie razem.

W sumie Arsa zawaliła jedno ćwiczenie, ‚pozycje na odległość” (przesunęła się znacznie na ostatniej zmianie z waruj na stój ) tu bardzo zwracano uwagę na jakiekolwiek przesunięcia pies miał być jakby przyklejony łapkami do ziemi .
Ja jej wyzerowałam dwa.
Ale o samych Mistrzostwach.
B. dobra organizacja. Super stewardzi .Sędziowanie …moim zdaniem, nierówne. Widziałam suuupeeeeeerr psy i najlepszych przewodników. Widziałam treningi najlepszych. Widziałam jak pomyłka mala w chodzeniu przy nodze sypie dalszy ciąg. W sumie to co wiedziałam o obi w Polsce, nijak się ma do tego co zobaczyłam i czego się dowiedziałam. Dało mi to więcej, niż 10 seminariów na ten temat .
Co do mnie tak się bałam ze upał mi rozłoży sukę, (startowała na samym końcu bo z cieczka),tak się tego bałam ze w stresie rozwaliłam jej pierwsze ćwiczenie, kwadrat, które jest ćwiczeniem które lubi. Dobrze zaczeła, ładnie pobiegła, do kwadratu, stop ok i po waruj zamiast się położyć usiadła i ja nie dałam jej drugiej komendy „waruj” . Podobno oglądający występ Arsy Niemcy, podpowiadali mi „platz” „platz” ale ja nic, oprócz komisarza, nie słyszałam . Wszyscy czekali na drugą komendę, nawet sędziowie. :(((((((((((
Jakoś się po tym ogarnełam i jako tako zrobiłam „przywołanie z zatrzymaniem”. Potem było chodzenie przy nodze wiec dla Arsy, bułka z masłem mimo że tu było długie i wcale nie łatwe, a ja się ogarnęłam . Pozycje w marszu tez oki. Nie na jej 100% ale dośćcpożądnie. Przeszliśmy na drugi ring .To była chwilka relaksu dla mnie i suczki. Wybór koziołków i losowanie kierunku aportowania .
Pierwsze ćwiczenie to były te cholerne, poprzerabiane pozycje na odległość . Dość dobrze zrobiła i na ostatniej zmianie , stój z waruj, podeszła 3 kroczki . :((((((
Drugie zero tak mnie zdeprymowało że zawaliłam aport kierunkowy. Za mało czytelnie wysłałam ją od pachołka i kicha. Moje zdenerwowanie na bank miało wpływ na psa.
Wielka szkoda bo wszelkie aportowanie to jej popisowe ćwiczenia.
Patyczki dobrze zrobiła, dokładnie obwąchała wszystkie i wybrała właściwy. Tempo średnie.
Ostatnie ćwiczenie aport metalowy przez przeszkodę, zrobiła standardowo, czyli dobrze.
I to by było tyle.
Podaję punktacje Arsy za poszczególne ćwiczenia . Sędziowali poszczególne ćwiczenia zawsze dwaj sędziowie(dwaj na jednym ringu, dwaj na drugim) stad podwójna punktacja .
1 odłożenie na waruj – 8,5 : 9
2 odłożenie na siad – 10 :10
3kwadrat -0 :0
4 przywołanie z zatrzymaniem – 5 : 6
5 chodzenie przy nodze – 7 :6
6 pozycje w marszu – 7 :7
7 pozycje na odległość – 0 : 0
8 aport kierunkowy – 0 :0
9 patyczki – 7,5 : 8
10 aport metal koziołka przez przeszkodę – 10 : 9
Na zakończenie dodam że mój „eksterierek piłeczkowy” jest super pieskiem który kolejny raz mnie zadziwił.

Dorota Kawka

tutaj film z naszego startu

 

Relacja z treningowych „przebiegów” obi w szkole ALTO

W Niedzielę, 9 grudnia, wraz z pozostałymi zawodniczkami Teamu Dorplant wzięłyśmy udział w ‘Treningowych przebiegach obedience ALTO’. Zawody zostały organizowane na terenie stadniny koni, a starty przeprowadzano w krytej hali. Organizatorzy postarali się również o zapewnienie bufetu z ciepłymi napojami i przekąskami za co wszyscy zapewne byli ogromnie wdzięczni, bo warunki pogodowe tego dnia nie rozpieszczały.
Pomimo tego, że teren wewnątrz nie był zbyt duży, ring dla startujących zawodników został dosyć sprawnie rozlokowany, przed nim zostawiono jeszcze miejsce nie tylko dla sekretariatu ale również dla tych przygotowujących się do rozpoczęcia swojego występu jak i dla publiczności.
Jednak warunki dla psów z pewnością do najłatwiejszych nie należały. W hali chyba najbardziej rozpraszające okazały się nowe zapachy, te końskie w szczególności czy też nowe podłoża (wiele psów dotychczas ćwiczyła tylko na otwartym terenie). Również brak możliwości przeprowadzenia treningu przed właściwym startem zrobiło swoje. Psy w wyższych klasach miały problem ze zlokalizowaniem pachołków, kwadratu, aportów.
Największą popularnością cieszyła się zwyczajowo klasa 0, w której miałam przyjemność wystartować ze swoją suka. Oprócz mnie z naszych klubowiczów w ‘zerówce’ z powodzeniem pokazała się również Paulina z Ramzesem (Dubajem). Natomiast w klasie 1 wystartowała Ola z Tungą, a w klasie 3 Dorota z Arsą.
Do swojego występu z Pumą udało mi się podejść wyjątkowo na luzie. Potraktowałyśmy swój start czysto treningowo, miał on nam umożliwić jedynie sprawdzenie się warunkach bardziej oficjalnych niż zwykły trening, przygotować się do atmosfery panującej na zawodach, zweryfikować, które elementy nie są jeszcze dopracowane i oczywiście usłyszeć opinię osób bardziej zaawansowanych w dziedzinie obedience niż ja sama. Jako przewodniczka byłam w pełni zadowolona z wykonania przez Pumę poszczególnych ćwiczeń, z wykluczeniem zostawania w pozycji waruj, które suka wyzerowała wstając. W dużej mierze zależało mi na radosnym i kontaktowym chodzeniu przy nodze. Mimo tego, że Puma na początku się rozpraszała to udało się wykonać ten element mniej więcej tak jakbym sobie tego życzyła. Krótko mówiąc suka miała być przyklejona do nogi, nie zostawać w tyle, nie skrzywiać zadu i nie opuszczać głowy, a jako element czysto widowiskowy zaprezentować umiejętność swojego ‘stepowania’. Owszem, za wspomniane i nadmierne ‘przyklejenie’ do nogi przewodnika straciłyśmy drobne punkty jako, że nawet delikatne napieranie psa nie jest w Obedience pożądane. Nie mniej jednak ja nie oceniam tego jako błąd, wręcz przeciwnie, promuję taki model chodzenia przy nodze, jako, że widok psa idącego w odległości kilkunastu lub kilkudziesięciu centymetrów od nogi przewodnika nigdy do mnie nie przemawiał. Zadowolona jestem również z ostatniego ćwiczenia jakim były pozycje ‘waruj’ i ‘siad’, za które dostałyśmy maksymalną liczbę punktów. Suka jak na swoje gabaryty wykonuje je bardzo dynamicznie i poprawnie. Pogubiła się niestety odrobinę przy wykończeniu przywołania. Dla dobra własnego i psa wolałam jednak jej pomóc i nakierować ją ręką w końcowej fazie dobiegania ( co spowodowało, że odrobinę przy mnie zwolniła) niż pozwolić jej nie wyhamować i w najgorszym przypadku mnie przewrócić. Skok przez przeszkodę również został wysoko oceniony, bo zabrakło nam raptem pół punktu do maksimum. Ten element był o tyle utrudniony o ile psy nie miały możliwości wcześniejszego zapoznania się z przeszkodą, a ponieważ Puma przeskoczyła bez zawahania to tym bardziej miałam się z czego cieszyć. Aportowanie w naszym wykonaniu nie zostało poddane ocenie ponieważ zrobiłyśmy je zupełnie treningowo. Zamiast zakończyć je formalnym siadem przed lub przy przewodniku ja ograniczyłam się do wyrzucenia piłki na powrocie.

W klasyfikacji jako takiej udziału nie wzięłam, w przeciwieństwie do Pauliny z Ramzesem, która wystartowała z powodzeniem i ulokowała się na czwartymi miejscu, ku uciesze całego klubu. Poza takimi mankamentami jak popiskiwanie psa, para pokazała bardzo ładną, dynamiczną i radosną pracę, a przecież nic tak nie cieszy przewodnika jak widok swojego podopiecznego wykonującego polecenia z uśmiechem na pysku. Na punktacji zaważyły takie szczegóły jakie wyszły między innymi w chodzeniu przy nodze, a mianowicie skrzywianie zadu, które jak przypuszczam spowodowane było wysokim pobudzeniem psa. Poza tym ćwiczenie zostało wykonane w naszych oczach bardzo poprawnie, w pełnym skupieniu, z kontaktem wzrokowym i tym niepożądanym dotykaniem nogi przewodnika.
Oglądając starty innych zerówkowiczów moją uwagę przykuła przewodniczka z owczarkiem belgijskim Groenendael i pomimo, że nie śledziłam uważnie wszystkich występów tak ich wyjątkowo zapadł mi w pamięć. Zaobserwowałam to co sama bardzo cenię sobie w posłuszeństwie sportowym u psa, a mianowicie widoczną radość z pracy i dynamikę. Suczka szła przy nodze wyjątkowo wesoło i na dużym pobudzeniu.
W klasie najniższej można było obserwować dużą różnorodność rasową, pokazały się psy zarówno zupełnie początkujące jak i te, które jak przypuszczam ćwiczą intensywnie już od jakiegoś czasu. Sekretariat działał bez zarzutu, komisarz jak zawsze bardzo sprawnie oprowadzała po ringu, a sędziujący dokładnie omawiali wykonanie poszczególnych ćwiczeń. Ogólną atmosferę imprezy oceniam bardzo pozytywnie, a za sam pomysł i inicjatywę przeprowadzenia takiego wydarzenia organizatorom należą się gorące podziękowania. Mam nadzieję, że takich spotkań będzie w przyszłości jeszcze więcej, to nie tylko świetna okazja do sprawdzenia swoich czworonogów w trudnych warunkach ale również dobry sposób na propagowanie Obedience w Polsce i umożliwienie zapoznania się ze sportem osobom dopiero wkraczającym w świat psiego sportu.

Magda Burska